Jak Londyn doi polską krowę
article preview
Przez wiele lat mojej obecności na rynku akcji zauważyłem pewną powtarzającą się zależność.  
Zawsze momenty kiedy nasza waluta jest wyjątkowo słaba i traci wręcz panicznie na wartości okazują się później z perspektywy kilku miesięcy a nawet lat doskonałymi okazjami inwestycyjnymi na giełdzie. Kiedy na pierwszych stronach gazet, w głównych wydaniach telewizyjnych wiadomości oraz na wszystkich portalach finansowych dosłownie huczy od kasandrycznych wizji dotyczących naszej waluty, wtedy paradoksalnie zazwyczaj następuje przesilenie i nasza waluta zaczyna się umacniać. Dlaczego tak się dzieje? Wątek ten omówiłem bliżej w moim e-booku „Inwestuj longterm” ale postaram się tutaj dosłownie w kilku zdaniach opisać ten proceder. Otóż Polska z racji bardzo dobrej kondycji gospodarczej oraz świetnych perspektyw na najbliższe kilkanaście lat jest bardzo łakomym kąskiem dla inwestorów zagranicznych. Inwestorzy z Londynu, Nowego Jorku, Frankfurtu i Wiednia wchodzą oczywiście wtedy kiedy ich własne waluty są najwięcej warte względem Złotego, bo mogą kupić rzecz jasna więcej naszej waluty. Dlatego paniczne wzrosty naszej waluty w przełomowych momentach są na rękę przede wszystkim właśnie inwestorom zagranicznym, którzy według mnie wręcz kreują trend i dodatkowo jeszcze podgrzewają atmosferę wydając negatywne rekomendacje i obniżając prognozy dotyczące naszej gospodarki. Pamiętamy jak wszystkie banki inwestycyjne dziwnym trafem na samym początku 2009 zaczęły nagle „jak jeden mąż” prognozować recesję w Polsce, a jeden znany włoski bank wydał słynną rekomendację sprzedaj dla Lotosu z ceną docelową na zero Złotych (sic!). Nie sięgając daleko w pamięci, można przytoczyć również wydarzenia z końca ubiegłego roku, kiedy to banki jeden przed drugim zaczęły wydawać coraz bardziej złowieszcze prognozy zarówno dla naszej waluty jak i całej gospodarki. Łatwo było wywołać panikę kiedy Grecja bankrutowała, Węgry były następne w kolejce a zagrożone były nawet wielkie Włochy…Wracając do sedna sprawy, zauważyłem że zagraniczny kapitał bardzo precyzyjnie atakuje Polskę właśnie w takich przełomowych momentach i potem jak napisałem w tytule wpisu dosłownie doi nasz kraj jak mleczną krowę. Za przykład niech posłuży wykres Funta – waluty jaką posługuje się większość inwestorów zagranicznych na warszawskim rynku (większość kapitału zagranicznego pochodzi z londyńskiego City).     Na wykresie pokazałem momenty w których kapitał z Londynu ładował się w nasze akcje. Pierwszy raz mieliśmy z tym do czynienia na wielką skalę w marcu 2004 roku kiedy to kurs Funta wynosił niewyobrażalne dziś 7,40 PLN. Przez kolejne 3 lata zagraniczni inwestorzy na akcjach zarobili aż 120% kasując przy okazji ponad 20% zysku na pozytywnej różnicy kursowej. Kolejny precyzyjnie zaplanowany atak Londyn przeprowadził w pamiętnym Lutym 2009 kiedy to Funt był wart 5,57 PLN. Inwestorzy ci zarobili przez kolejne 14 miesięcy aż 109% , zgarniając dodatkowy bonus w postaci 24% umocnienia się PLN. Następny atak angielski kapitał zadał w lipcu 2010 – dziwnym trafem w idealnym dołku na rynku akcji. Od tamtego czasu przez niecały rok zarobili skromne w porównaniu z poprzednimi łupami 31% ale ponownie zainkasowali premię wysokości 14% za umocnienie się PLN. Ostatni atak mieliśmy na początku tego roku przy kursie 5,47 PLN za Funta i do tej pory inwestorzy z Londynu zarobili „marne” 8% na akcjach i dodatkowo 10% na gwałtownym umocnieniu się Złotego. Znając chłopaków z Londynu oni takimi drobnymi ochłapami się nie zadawalają…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone są *